Własny pokój
Późniejszym popołudniem podłączyłem się do dziewczyn, które szły spotkać się z jakimiś serbskimi znajomymi i spędziliśmy nawet miły wieczór gadając o niczym po serbsku. Ogólnie jestem aspołeczny, ale w końcu mam się nauczyć gadać, więc siedzę i opowiadam, dlaczego Serbia (już sam nie wiem, co odpowiadać na takie pytanie), czy dobrze nam żyć w Unii, jak tam w krizie, co tam panie w polityce.
Jutro zaś wybieram się na zajęcia z gramatyki, może przeżyję.
Pokój w akademiku wygląda tak, że wchodzi się do małego pomieszczenia ze zlewem i koszem na śmiecie, z którego wchodzi się do łazienki oraz dwóch pokojów. Ponieważ dotarłem pierwszy, mam jednoosobowy, w drugim jest tzw. Makedonac. Dziś wieczorem dokwaterowali drugiego, też studiuje coś w rodzaju maszynoznawstwa, ale jest tylko na tydzień w ramach programu Cepus. Wydaje się bardziej kontaktowny od pierwszego, a przynajmniej nie używa takiej ilości perfum. Właściwie ich nie czuję, bo nie mam węchu, ale dziewczyny mieszkające w pokoju naprzeciwko twierdzą, że nie da się go znieść.
Kupiłem na wyprzedaży za grosze pierwszą książkę być-może-przydatną-do-mgr, Svenka Savić o feminizmie.
Jest ładnie i świeci słońce, i nie jest nawet zimno. Jemy serbskie tłuste rzeczy z mięsem lub na słodko. Gotujemy herbatę w chińskim czajniczku za 3,50, który już prawie nie śmierdzi gumą. Jest miło. Całkiem mi się tu podoba.
Współlokator powiedział, że idą jutro na dyskotekę, ale chyba sobie tego jeszcze nie wyobrażam.



